kataklizm w Pszczynie 8 lipca '14 kataklizm w Pszczynie 8 lipca '14
09 lipiec 2014

Szkwał, czyli

Nadciągnął totalny kataklizm!

Wczoraj miałam ambitny plan zrelacjonować moje poczynania szyciowe, ale niestety wydarzyło się coś, czego jeszcze w życiu nie przeżyłam. A było to tak:

Siedziałam sobie przy komputerze z zamiarem wgrywania zdjęć. Słonko piękne za oknem świeciło. Owszem, parno było, ale przy temperaturze ponad 30st to wcale nie dziwne jeszcze tu gdzie mieszkam , bo jednak dwa olbrzymie zbiorniki w postaci jezior są. Aż tu nagle jak nie chluśnie strugą wody w okno. Dźwięk był taki, że poderwałam się na równe nogi. Patrzę a tu... nic nie widac - siwiuteńko! (od ściany deszczu). A tak to wyglądało - film . Pierwsza myśl - ściągnąc szybko flagę, bo maszt przewróci. Pobiegłam. Zajęło mi to może ze 2 min, bo walczyłam z wiatrem i strugami deszczu. Wiatr był tak lodowaty, że z każdym podmuchem blokowało mi oddech. Mówię Wam - koszmar okrutny. Flaga ściągnięta, biegnę do domu, wpadam do "salonu" i... oczom moim ukazał się widok nie do pozazdroszczenia. Miałam nie kałużę tylko całe jezioro na podłodze! Dywan w wodzie... Woda lała się oknami jak z konewki. Pierwsze - ujarzmić "dziury" w oknach! Jak już uporałam się z wycieraniem podłogi do sucha, przesuwaniem cieżkiego dębowego stołu, który również stał w jeziorze, kanap i tego dywanu 2,5 na 3,5 metra wełnianego zresztą (więc wiadomo, że "letko" nie było go zrolowac i wytargać do jedynego pomieszczenia z kafelkami na podłodze), to jeszcze została "góra". tam na szczęście wszystkie okna szczelne, ale, żebym nie miała tak już "z górki" w jednym pokoju było niedomknięte. I pech akurat syna grafiki i inne prace ściągnięte z wystawy koncoworocznej na ASP zalane. Więc znowu masa ręczników na podłogę i układać te wszystkie "papiery" zanim się wysuszą i posklejają "na amen". Jak już się ze wszystkim uporałam to z tego stresu nawet zasnąć nie mogłam. Wiem, wiem, inni ludzie naprawdę mają dużo szkód, ale moje zdrowie nie pozwala na takie "szarpanie się". I akurat byłam sama. Jak mąż wrócił, to pyta: "Co się stało? Na naszej ulicy nie ma drzew! ( a nasza ulica to jak wjazd do posiadłości Scarlet O'Hara z Przeminęło z Wiatrem - 1,5 km tunelu z liści drzew rosnących przy dość wąskiej ulicy), ludzie uwięzieni w aucie, przygnieceni przez drzewa! Strażacy tną blachę, karetki wkoło jeżdżą! Co tu było?!"

No właśnie, co? A to był szkwał. Zjawisko, które zdarza się pływającym po jeziorach, czy morzach. Ale " w środku" lądu?... mówię Wam - jest to nie do opisania taki żywioł. A tu - migawki tego co przeżyliśmy w ciągu dosłownie kilkunastu minut...Zrzut ekranu 2014-07-09 o 10.55.07

Zrzut ekranu 2014-07-09 o 10.56.01

Wyrwany słup z prądem (zresztą nie mieliśmy go do 8-mej wieczorem a uderzyo deszczem o 1-szej)

Zrzut ekranu 2014-07-09 o 10.58.07

Zrzut ekranu 2014-07-09 o 11.00.21

Zrzut ekranu 2014-07-09 o 11.02.30

Zrzut ekranu 2014-07-09 o 11.01.17

Zrzut ekranu 2014-07-09 o 11.01.40

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
Czytany 2094 razy Ostatnio zmieniany piątek, 04 wrzesień 2015 14:36
Oceń ten artykuł
(0 głosów)