22 lipiec 2014

Ale za to niedziela…

...niedziela będzie dla NAS!

Tak, w myśl słów znanej piosenki Niebiesko Czarnych, ta niedziela zdecydowanie była dla mnie i mojej przyjaciółki Hani. Z Hanią znamy się od... "zawsze". Poznałyśmy się gdzieś pomiędzy jedzeniem grysiku na śniadanie a szukaniem szafki z muchomorkiem, gdzie grzecznie wisiały worki ze zmiennym obuwiem. Razem plamiłyśmy fartuszki barszczem z fasolką typu "jaś" i również razem zbierałyśmy punkty na odznakę "Wzorowego Przedszkolaka". Pielęgnujemy tę przyjaźń i pamiętamy o spotkaniach  kilka razy w roku, choć dzieli nas prawie 100 km. Na szczęście nasi mężowie też się lubią. Nadmieniam o tym, bo to akurat w tę niedzielę, było dość istotną sprawą ;) . Otóż namawiałam, wręcz naciskałam od pewnego czasu, żeby Hania do mnie przyjechała, "knując" pewnien plan. Domyślając się, że dostana z okazji urodzin "pewna quiltingowa serweta" zalega grzecznie w szafie, z "wiadomych" powodów, pomyślałam, że jeśli będzie miała "jakieś" towarzystwo przestanie ukrywać się po ciemnych półkach i wyjrzy na światło dzienne. Ba! może nawet trafi na kuchenny stół, skoro taki był mój zamysł jej uszycia. Nie przedłużając: podstępem zwabiłam Hanię do siebie, żeby sobie uszyła  maleńkie rug-mug'i (no bo przecież samej smutno pić kawusię, prawda?). Tak też się stało. Najpierw oczywiście kawka i muffiny, które wręcz uwielbiam piec, bo to chyba słodkość, która przysparza najmniej pracy. Ot, byle wyjąć wszystkie składniki, dać do dwóch misek (mokre do jednej a suche do drugiej) wymieszać na dodatek "byle jak" i ... samo się piecze ;) Szkoda tylko, że z powodu niebotycznie wysokiej temperatury w tym dniu cały lukier cytrynowy z nich spływał a to co zostało w ogóle się nie utwardziło ;) 

 IMG 3412

No ale po szybkiej kawusi zabrałyśmy się do pracy i tak oto nawet się nie spodziewając , przeprowadziłam pierwsze, na wskroś "elitarne" (bo jednoosobowe ;) warsztaty szyciowo-paczłorkowe. Hania jest bardzo zdolną osobą, więc poradziła sobie na 6-kę! Ja również  na koniec dostałam pochwałę( a muszę Wam powiedzieć, że akurat z ust Hani to wielkie słowa, bo Hania jest.... pedagodiem :D ), za prowadzenie, że wszystko jasno, i po kolei. No z tym ostatnim to... polemizowałabym, bo zagadałyśmy się i "po kolei" zszyłyśmy na początku nie te co trzeba, dwa kwadraty hahaha, ale tak "musiało!" zostać, bo niby mówią, że bez prucia się nie liczy, lecz "Główna Szyjąca" zadecydowała, że "Tak Ma Być". Więc... Ladies and Gentelmens - oto etapy pracy mojej Kursantki (tu następuje oczywisty spam zdjęciami, bo ... jakżeby inaczej hehehe):

IMG 3414  IMG 3416

Pierwsze (naprawdę!) użycie noża (bo my niestety z tych czasów, co to w "całokształcie krawiectwa", używało się nożyczek) i pierwsze zszywanie paseczków.

IMG 3419  IMG 0023

Przyszywanie aplikacji i .... już pierwszy rug mug gotowy (prawie, bo jeszcze lamówka oczywiście, ale i na nią przyjdzie czas).

IMG 0024  IMG 0025

 A tu druga podkładeczka z pierwszą, już prawie skończoną :)

IMG 0026  IMG 0028 

 "Naprawdę uszyłam?",  "Tak zobaczcie, uszyłam!" :D 

DSCF6037

 A tu oczywiście zdjęcie w stylu "pamiątkowych" ;) Lamówkę "kazałam" podszyć ręcznie, co wywołało oczywiście zdziwienie, ale wiedziałam, że moja "uczennica " jest na wskroś ambitna i dlatego taka moja decyzja. Więc jak niebawem przyjadę z rewizytą to sprawdzę, czy zadanie domowe będzie wykonane. Między nami mówiąc  - będzie, bo znam Hanię od dawna, jak wspominałam. Chcę tutaj nadmienić, że praca była wspólna - ja pikowałam, bo  czasu na 4-kursy w jednym było zdecydowanie za mało. Ale i tak jestem bardzo zadowolona, że mój podstęp sie udał. Jak widac na zdjęciach Hania również, więc cóż można chcieć więcej! 

Na początku wspomniałam, że nasi mężowie również się lubią i że to dość istotną akurat w tym dniu było sprawą, bo jednak kilka godzin nam to szycie zajęło. A Oni? cóż, też nie próżnowali. Tak to już jest, że w pewnych związkach pasje (nie tylko szyciowe)  kobiet siłą rzeczy muszą  również odbić się echem na ich mężczyznach i oto co powstało z tego echa: Zapraszam do oglądnania  mixu Śląska i kolebki zszywania łatek z dużym przymrużeniem oka rzecz jasna ;) Czyli quilting widziany okiem testosteronu :P 

Poniżej,na zdjęciu "do kliknięcia" rzeczona serweta "zalegająca" w szafowych czeluściach ;)

 

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS
Czytany 16949 razy Ostatnio zmieniany piątek, 04 wrzesień 2015 14:41
Oceń ten artykuł
(0 głosów)